sobota, 11 marca 2017

#15 "Kraina miłości i zatracenia" - Tiphanie Yanique

Rodzina Bradshawów od pokoleń zamieszkiwała Wyspy Dziewicze. Byli na wyspach jeszcze przed Dniem Transferu, kiedy to ich teren został przejęty przez Stany Zjednoczone. Familia ta jest pełna magii i tajemnic. Skrywa sekret, który w przyszłości przysporzy problemów wielu następnym pokoleniom. Zapraszam was do "Krainy miłości i zatracenia" Tiphanie Yanique.
Tytuł: Kraina miłości i zatracenia
Autor: Tiphanie Yanique
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 548

Długo przymierzałam się do tej książki. Pierwszy raz bowiem miałam do czynienie z tą autorką, ba... po raz pierwszy czytałam sagę rodziny. Czy podobało mi się? Czytajcie dalej :)

Na początku tej długiej historii poznajemy Owena Arthura, kapitana statku, męża, ojca i, jak się później okazało kochanka. Bradshaw to silny mężczyzna, który kocha wszystkie kobiety, córkę pokochał bardziej niż ojciec powinien kochać swe dziecko. Eeona - śliczna dziewczynka, urzekająca swoją urodą wszystkich wyspiarzy, wzbudzająca zazdrość nawet w swojej matce Antoinette. Mała kocha ojca jak on ją, miłością nie rodzinną - miłością kochanków. W momencie gdy matka rodzi drugie dziecko - Anette, papa nie ma już tyle czasu dla Eeony, skupia się na żonie oraz córce. Nie ma wówczas już czasu nawet dla swojej kochanki i ich nieślubnego dziecka. Zraniona córa rzuca wtedy klątwę na ojca - kapitan ginie.

Czytając powieść po tym wstępie towarzyszymy siostrom w okresie ich dorastania, widzimy jak najpierw tracą ojca, potem matkę. Jak Eeona, starsza zajmuje się młodszą, wprowadza ją w dorosłe życie, uczy być damą, kobietą godną zainteresowania. Widzimy z jakimi mężczyznami wiąże się Anette, rodzi dzieci ze swoich związków. Klątwa rodziny wychodzi na jaw gdy dziewczyna poznaje Jacoba Esau, zakochuje się w nim, nie wiedząc, że ów młodzieniec to jej przyrodni brat. Jakie skutki przyniesie rodzinie ich miłość? 

Powieść czytało mi się dobrze. W prawdzie odniosłam wrażenie, że akcja przyspieszyła dopiero na koniec, ale mimo to, każda chwila z tą książką była dla mnie przyjemna. Pani Tiphanie w swej historii urzekła mnie jednym zabiegiem - ciągłą zmianą narracji. Raz historię opowiadają "zabobonniczki", za moment mówi do nas Eeona, Anette, Owen czy Jacob. Skaczemy trochę po osi czasu, raz opowiadając o przeszłości, za moment o wydarzeniach bieżących. Z początku ciężko było zorientować się kto w tej chwili jest narratorem, ale po dłuższym zapoznaniu się z bohaterami, szło już całkiem sprawnie, i - przyznam szczerze - pierwszy raz miałam do czynienia z takim zabiegiem w książce, ale podobało mi się to.

Intensywność akcji miewała różne tempo. Z początku historia niezmiernie wciągała, potem to zwalniała to przyspieszała. Przez chwilę miałam nawet moment zwątpienia czy aby końcówka nie będzie zbyt naciągana, czy nie będzie rozczarowaniem, ale ostatecznie przeczytałam do końca te ponad 500 stron i nie żałuję, ostatnie strony stanowiły dobre zakończenie.

Powieść jest pełna lokalnej magii. Autorka przeplata między wierszami pojęcia, które były mi dotąd obce, ale, na szczęście, książka zaopatrzona jest w słownik od autorki, gdzie wszystkie niezrozumiałe wyrazy pisarka nam tłumaczy.

"Kraina miłości i zatracenia" to saga rodziny, która w przeszłości mając sekrety sądziła, że nie będą miały one swych konsekwencji w przyszłości. To historia o wielkich miłościach, które pochłaniają, o miłości z rozsądku i wygody. A przede wszystkim jest to historia o ogromnej siostrzanej więzi, która przeżyła wszystkie huragany. NIe czytałam dotąd żadnej sagi, nie mam porównania jak wypada na tle innych, natomiast uważam, że czas z nią spędzony można uznać za dobrze spożytkowany.

Chciałabym podziękować Wydawnictwu Kobiecemu za możliwość przeczytania.
 
Ocena:4/6.

Buziaki

8 komentarzy :

  1. Jak dla mnie była zbyt zawiła i skomplikowana. Nie do zaakceptowania był również fakt uczucia łączącego Eeonę i jej ojca a także związek Jacoba z Anette.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, zawiłości w niej nie brakowało ;)

      Usuń
  2. Zmienna narracja bardzo dużo "daje" książce, uwielbiam ten zabieg u Cherezińskiej na przykład - historię opowiadają różni bohaterowie i tym sposobem ją dopełniają.
    Piękna okładka, chociaż tytuł mnie jakoś nie porywa :P Po Twojej recenzji stwierdzam, że jest warta przeczytania :)

    OdpowiedzUsuń
  3. bardzo ciekawie brzmi Twoja opinia o tej książce, mam nadzieję że uda mi się po nią sięgnąć :)

    OdpowiedzUsuń
  4. nie słyszałam wcześniej o tej książce a myślę ze mogłaby mi sie spodobać

    OdpowiedzUsuń